czwartek, 5 stycznia 2017

Trzecie podejście - przegrana

Wróg przyszedł podstępnie o godzinie 5 rano i wręczył mi papierosa. Imię wroga to nikotyna. Wytrzymałem więc około 14 godzin. Właśnie wpadłem na najprostszy sposób zabezpieczenia. Za dwie-trzy godziny wyrzucę wszystkie elektroniczne papierosy jakie mam, a o normalnych przecież nawet mowy nie ma już od lat. Wierzę, że nie dam się pokonać aż tak, aby polecieć gdzieś i kupić analogi.
Zapomniałem, że z takim wrogiem jak nikotyna nie można się dogadać, trzeba go zabić i potraktować jak ludobójcę - wyrzucić na śmietnik niepamięci.
Naprawdę chęć zaspokojenia tego potwora jest ważniejsza od chęci zrobienia radości mojej żonie? Co to jest za syf w człowieku, że każe mu się doprowadzić do tego stanu? Poza tym to nie jest tylko radość mojej żony, ale również moja, po co mi to? Po nic, kompletnie po nic nie jest mi potrzebna nikotyna. Wyglądam z papierosem  elektronicznym jak jakiś makabryczny nowoczesny narkoman, który z dumą obnosi gówniany gadżet.
Dumą jest niepalenie.

NIKOTYNA NIE JEST MI DO NICZEGO POTRZEBNA, KAŻDĄ WARTOŚCIOWĄ RZECZ MOGĘ ZROBIĆ BEZ NIEJ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz