piątek, 6 stycznia 2017

19 godzin - masakra

Zgodnie z zapowiedzią wyrzuciłem wczoraj z domu wszystkie liquidy, zbiorniczki, bateryjki. Nie wierzę sobie absolutnie po ostatnich przegranych walkach i mam rację.
Pierwsza pobudka była w nocy niemal równo po 12 godzinach abstynencji, a więc około godziny drugiej nad ranem. Ciemności rozświetliła  myśl, że za chwilę złapię papierosa i dam ulgę zmęczonemu organizmowi. Niestety przypomniałem sobie, że w domu nie ma już niczego do palenia, czy, jak niektórzy twierdzą, do wapowania.
I nagle zaskoczył mnie mój własny mózg. Stwierdził, że przecież mogę ubrać się i wyjść po jednorazową elektroniczną fajkę na stację benzynową, albo nawet kupić normalne papierosy. A w ogóle skoro tak żonie przeszkadza to, że palę elektronika, to niech zobaczy za karę, że może być gorzej.
Ta myśl towarzyszyła mi, gdy wstałem około godziny 8:00. Wykąpałem się, wypiłem kawę i jedyne czego pragnąłem to zapalić, zawapować.
Teraz jest godzina 9:47 i wcale nie jest lepiej. Boli mnie głowa, główną myślą jest żal, że odebrano mi niewinną radość, niewinną zabawkę, czuję jakby klatka piersiowa boleśnie się zawężała, boli mnie serce. I nie mogę odnaleźć żadnej radości, o której pisał Allen Carr, za to wiem, że jestem w piekle niemocy i niestety jak tak dalej pójdzie, jutro zakupię nowy sprzęt do wapowania. Niestety, nie daję rady.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz