piątek, 20 stycznia 2017

Nie stać mnie na prezent

Nie jestem w stanie przejść przez abstynencję nikotynową. Wszystko wydaje mi się wtedy bezwartościowe, nie jestem w stanie skoncentrować się, czekam aż głód minie. Siedzę skoncentrowany tylko na głodzie nikotynowym i boję się ruszyć ręką i nogą. Wcale nie jest mi lepiej bez papierosa, jest gorzej. Dlaczego mam robić żonie prezent z czegoś gorszego niż jest? Z siebie gorszego? Bo bez papierosa czuję się gorszy sam dla siebie. Chyba stał się immanentną wartością mnie samego. Umrze, kiedy ja umrę. Nie potrafię wykonać tej operacji na samym sobie. Czy po rezygnacji jestem szczęśliwy? Nie jestem. Czy po operacji zaprzestania palenia byłbym szczęśliwy? Nie wiem, ponieważ do tego momentu nigdy nie doszło. Operacja okazała się zbyt trudna dla mnie. Nie umiem być sam dla siebie lekarzem.

piątek, 6 stycznia 2017

27. godzina abstynencji - upadek

Mózg wykorzystał wszystkie możliwe sztuczki. Omamiał mnie w każdej niemal sekundzie mówiąc, że bez papierosa nie jestem w stanie nic zrobić, że to wymysł mojej żony, która chce prostować z natury krzywy świat, że ta słabość nie jest taka zła, bo to przecież nie jest normalny papieros, że nie nie będę miał przyjemności z wyjazdu na zimowy urlop (wyjeżdżamy w niedzielę), bo będę myślał tylko o nikotynie. A ona przecież jest na wyciągnięcie ręki.
I była. Tamar zapytała mnie, dlaczego jestem poirytowany, więc przyznałem się, że nie palę 26. godzinę, ale już nie wytrzymuję. Oszukałem żonę mówiąc, że padły mi baterie, nie przyznałem się, że wyrzuciłem je, aby mnie nie kusiły. Powiedziałem, że muszę jechać na stację benzynową i kupić papierosa elektronicznego. Bez problemu zgodziła się. Pojechałem, kupiłem zestaw, już w samochodzie wlałem liquid i zapaliłem. Z jednej strony poczułem ulgę, z drugiej chciało mi się płakać. Wszedłem do domu i gdy żona zapytała, czy wszystko w porządku, najpierw odpowiedziałem, że tak, ale za chwilę kucnąłem, ukryłem twarz w dłoniach i wyżaliłem się z płaczem:
- Nie, nie wszystko w porządku. Wytrzymałem 26 godzin i musiałem zapalić! Nie umiem tego gówna rzucić!
Tamar przytuliła się do mnie i odparła:
- Spokojnie, przecież nic się nie stało.
Gdzie robię błąd?

19 godzin - masakra

Zgodnie z zapowiedzią wyrzuciłem wczoraj z domu wszystkie liquidy, zbiorniczki, bateryjki. Nie wierzę sobie absolutnie po ostatnich przegranych walkach i mam rację.
Pierwsza pobudka była w nocy niemal równo po 12 godzinach abstynencji, a więc około godziny drugiej nad ranem. Ciemności rozświetliła  myśl, że za chwilę złapię papierosa i dam ulgę zmęczonemu organizmowi. Niestety przypomniałem sobie, że w domu nie ma już niczego do palenia, czy, jak niektórzy twierdzą, do wapowania.
I nagle zaskoczył mnie mój własny mózg. Stwierdził, że przecież mogę ubrać się i wyjść po jednorazową elektroniczną fajkę na stację benzynową, albo nawet kupić normalne papierosy. A w ogóle skoro tak żonie przeszkadza to, że palę elektronika, to niech zobaczy za karę, że może być gorzej.
Ta myśl towarzyszyła mi, gdy wstałem około godziny 8:00. Wykąpałem się, wypiłem kawę i jedyne czego pragnąłem to zapalić, zawapować.
Teraz jest godzina 9:47 i wcale nie jest lepiej. Boli mnie głowa, główną myślą jest żal, że odebrano mi niewinną radość, niewinną zabawkę, czuję jakby klatka piersiowa boleśnie się zawężała, boli mnie serce. I nie mogę odnaleźć żadnej radości, o której pisał Allen Carr, za to wiem, że jestem w piekle niemocy i niestety jak tak dalej pójdzie, jutro zakupię nowy sprzęt do wapowania. Niestety, nie daję rady.

czwartek, 5 stycznia 2017

Trzecie podejście - przegrana

Wróg przyszedł podstępnie o godzinie 5 rano i wręczył mi papierosa. Imię wroga to nikotyna. Wytrzymałem więc około 14 godzin. Właśnie wpadłem na najprostszy sposób zabezpieczenia. Za dwie-trzy godziny wyrzucę wszystkie elektroniczne papierosy jakie mam, a o normalnych przecież nawet mowy nie ma już od lat. Wierzę, że nie dam się pokonać aż tak, aby polecieć gdzieś i kupić analogi.
Zapomniałem, że z takim wrogiem jak nikotyna nie można się dogadać, trzeba go zabić i potraktować jak ludobójcę - wyrzucić na śmietnik niepamięci.
Naprawdę chęć zaspokojenia tego potwora jest ważniejsza od chęci zrobienia radości mojej żonie? Co to jest za syf w człowieku, że każe mu się doprowadzić do tego stanu? Poza tym to nie jest tylko radość mojej żony, ale również moja, po co mi to? Po nic, kompletnie po nic nie jest mi potrzebna nikotyna. Wyglądam z papierosem  elektronicznym jak jakiś makabryczny nowoczesny narkoman, który z dumą obnosi gówniany gadżet.
Dumą jest niepalenie.

NIKOTYNA NIE JEST MI DO NICZEGO POTRZEBNA, KAŻDĄ WARTOŚCIOWĄ RZECZ MOGĘ ZROBIĆ BEZ NIEJ

środa, 4 stycznia 2017

Drugie podejście i klapa

Upadłem wczoraj wieczorem. Zapaliłem. I dzisiaj już paliłem normalnie, ale gdzieś pod spodem ciągle czaiła się we mnie chęć ucieczki z nikotynowego więzienia.
Postanowiłem dokonać świadomego rozdwojenia jaźni. Nie pozwoliłem aby jedna część mnie (ta dobra, która nie chce palić) powiedziała tej drugiej części mnie (złej, która chce palić), że zamierzam znowu zaatakować. I o 15 spokojnie zaciągnąłem się, odłożyłem papierosa i pokazałem mu tzw "wała".
Nie mogę pozwolić na to, aby miłość do nikotyny była silniejsza od miłości do mojej żony.
Poza tym może metoda postrzegania zjawiska jest błędna w moim przypadku i to nie ja chcę nikotyny, ale nikotyna mnie. Na razie robię więc takie właśnie założenie i kiedy przyjdzie aby mnie zawołać, zignoruję ją, a jeżeli nadal będzie wołać na tyle głośno, że będzie mi to przeszkadzać, uciszę ją serią zajęć. Jeżeli ona atakuje i chce mnie wypełnić, to spróbuję odwrócić ten atak, wypełniając nikotynę sobą. Celowo nie używam pojęcia "chęć zapalenia", ale nikotyna, personifikuję ją, bo z kimś konkretnym łatwiej jest walczyć.

wtorek, 3 stycznia 2017

Pierwsze podejście

Poprzednią skuchę uznaję za trening, za rozpoznanie przeciwnika, a nie za przegraną walkę.
A zatem dzisiaj:
15:10 - wypalenie papierosa z postanowieniem, że to ten ostatni
15:15 - 15:30 - gorąca i zimna kąpiel aby oczyścić ciało i umysł

Jest godzina prawie 20:00 i ataków głodu nikotynowego było już co najmniej kilkanaście:
- "Zapal, będzie ci łatwiej, po co masz sobie tworzyć kolejny stres"
- "Zapal, ze mną, świnią-nikotyną zrobisz to sprawniej i szybciej, a beze mnie nie zrobisz nic"
- "Zapal, beze mnie nie jesteś w stanie nawet wziąć pióra do ręki i czegokolwiek napisać"
- "Zapal, biedaku, bo nawet jak czytasz książkę to się beze mnie męczysz"
- "Zapal, bo beze mnie nawet jednego posta nie napiszesz na blogu o walce... ze mną"

Gdybym chciał określić jakie uczucia fizyczne określają ten głód, to:
- "falowanie" jakiejś wielkiej płyty w mózgu
-  przepompowywanie przeolbrzymich ilości powietrza przez usta (nawet gdy są zamknięte), gardło i płuca
- lekkie drżenie całego ciała jakby gdzieś pod spodem

Pomóżcie Kochani wytrwać, bo zbliża się dopiero czwarta godzina abstynencji, a jest bardzo kiepsko.

Decyzja

Nie mogę patrzeć na zasmuconą twarz mojej zazwyczaj radosnej żony, gdy biorę do ust papierosa (elektronicznego), dlatego postanowiłem zrobić prezent mojej Najukochańszej i rzucić, ale przyznać się do niepalenia dopiero po siedmiu miesiącach (jako prezent na rocznicę ślubu). I nagle okazało się to... niemożliwe! Uzależnienie jest potwornie silne.
Wczoraj o godzinie 10:10 rano postanowiłem zapalić tego ostatniego (oczywiście czytałem książkę Allena Carra, ale z opłakanym skutkiem). W wielkich mękach wytrzymałem do dzisiejszego poranka, który okazał się dla mnie porażką. Kąpiel, kawa i... przeklęty papieros. Natychmiast wróciłem do standardu, a więc palenia co chwilę.